Środowy wieczór, godzina 18:40. W Hali Gdynia powoli gromadzą się widzowie. Panuje atmosfera lekkiego napięcia i skrępowania, która kojarzy mi się bardziej z teatrem niż koncertem (być może dlatego, że zdecydowana większość koncertów, w których miałam przyjemność uczestniczyć, pełna była mniej lub bardziej pijanej młodzieży, o której można powiedzieć absolutnie wszystko - tylko nie to, że jest skrępowana). Zajmujemy nasze miejsca - całkiem przyzwoite: na płycie hali. Dobrze widać scenę, i jak się okazuje później - świetnie słychać dźwięk. Gasną światła, a na scenę wchodzi jedenastu artystów. Rozlegają się pierwsze dźwięki muzyki i zaczyna się piękna, dwu i pół godzinna podróż na Kubę.