Jestem chyba klasycznym przykładem mieszkańca miasta-kurortu. Organicznie nie cierpię turystów. Ok. Wiem, że są potrzebni, bo napędzają lokalną gospodarkę. Wiem. Co nie zmienia faktu, że ich nienawidzę ;-P. Sytuację pogarsza jeszcze fakt, że pracuję w samym Centrum, tuż przy Długiej - najpopularniejszej ulicy Gdańska.