Jeśli ja polecam ciasto, to po prostu musi być pyszne i banalne w przygotowaniu! Dlaczego? Bo po pierwsze raczej nie jestem ciastożerna i gdy już coś mi smakuje, to coś znaczy. Po drugie w pieczeniu ciast daleko mi do mistrzostwa. Oj, daleko, więc jeśli coś mi wyjdzie, to znaczy mniej więcej tyle, że nawet małpa będzie w stanie sobie poradzić. A ta tarta ze śliwkami wyszła mi już dwa razy, a z talerzy znikała tak szybko, że nie dałam rady zrobić jej przyzwoitej, tytułowej słit-foci. Przepis pochodzi z jednej z moich ulubionych książek kucharskich: Pieczenie ciast przyjemne jak nigdy dotąd. Delikatne, kruche ciasto w połączeniu z kwaskowatymi śliwkami daje naprawdę niesamowity efekt.