niedziela, 10 listopada 2013

Odgrzewany kotlet z Wiedźmina


Trzy tygodnie temu sms od Pawła: Sapkowski napisał nową książkę! To było lepsze niż prozac! Uśmiech nie schodził mi z twarzy przez cały dzień. Szybko zamówiłam Wiedźmina. Sezon burz w przedsprzedaży. A kiedy wreszcie wyjęłam powieść z paczkomatu, prawie wytarzałam się w pobliskiej trawie! Jak młody źrebak! Zaczęłam czytać. I pojawiły się mieszane uczucia. Niestety.

Co było dobre? Na pewno miło było zanurzyć się w wiedźmińskim świecie po raz kolejny, spotkać ulubionych bohaterów i powalczyć z potworami. Do tego wysoki poziom i niezwykła plastyczność języka, sążniste zdania, takie jak: Majestatyczny niczym żuk gnojarz na krowiej kupie. Punktowanie ludzkich słabości i wad, plus bardzo niesprawiedliwa jazda po prawnikach. (No wiecie co? Po prawnikach? Przecież jesteśmy cholerną solą tej cholernej ziemi ;-)?!) Za te wszystkie rzeczy kocham Sapkowskiego najbardziej i tu absolutnie spełnił moje oczekiwania (a obawy były, po traumie Żmii). Także nie żałuję godzin spędzonych z Sezonem burz. Ale...

Pierwsze kilkadziesiąt stron to był szał. Szał entuzjazmu i radości. Scena w kordegardzie, scena w sądzie, Jaskier. Było śmiesznie, mądrze, złośliwie. Ale... z każdą kolejną stroną powieść robiła się coraz bardziej wtórna. To wszystko już było. Czterysta stron książki czytało się jak przedłużane na siłę opowiadanie. Bo też tym w rzeczywistości jest Sezon burz. Bardzo długim opowiadaniem. Opowiadaniem, które zamknięte w 150-200 stronach byłoby czystą przyjemnością czytania. I po raz kolejny mam wrażenie, że ktoś coś zrobił dla kasy. No wiem. Wszyscy piszą dla kasy, bo za coś trzeba kupić chleb dla dzieci. Ale można pisać dla kasy coś dobrego i mieć na to pomysł, a można po prostu machnąć 400 stron tekstu i czekać na wpływy na koncie. Bo talentu Sapkowskiemu nikt nie odmówi. Ale pomysłu już tak.



No i jeszcze jedna kwestia. Niestety wydawcy się nie postarali i zafundowali nam długo wyczekiwaną powieść w miękkiej, brzydkiej okładce (moja się już przedarła!). Z tego co widzę to jedyne dostępne wydanie. Brak też e-booka, co dla mnie akurat wielką tragedią nie jest, ale z tego co czytałam, choćby na blogu jestkultura.pl, to dla wielu czytelników cios. Dla kontrastu: nowy Murakami jest już dostępny i w Legimi, i w wersji w twardej oprawie.

Podsumowując! Wiadomo, że każdy wierny fan przeczyta i żadne tam piski blogera, czy recenzenta tego nie zmienią. I każdy fan będzie zadowolony. Ja też w sumie byłam ;-). Ale jeśli dzisiaj dowiedzieliście się, że jest taki pisarza, jak Andrzej Sapkowski, to błagam, zacznijcie przygodę z jego twórczością od opowiadań. Potem saga. A Sezon burz przeczytajcie, kiedy już nic innego Wam nie zostanie do odhaczenia. 


A tak w ogóle to są tu jacyś fani Sapkowskiego? Czytaliście już Sezon burz? Jak wrażenia? A może zamierzacie przeczytać w najbliższym czasie? Zapraszam do dyskusji!

8 komentarzy:

  1. nie czytałam.. ale kto wie może się kiedyś skuszę:) Bardzo lubię książki. Autora znam. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Sapkowskiego to już kilka ładnych lat temu czytałam - może ma tylko chwilowy spadek formy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chwilowy spadek formy to on już miał pisząc "Żmiję". Może często to wspominam, ale ta książka była naprawdę straszna ;)

      Usuń
  3. Bardzo lubię twórczość Spakowskiego, a Ciebie cenię za obiektywizm, bardzie ładnie skleiłaś tego posta, można napisać o czymś co nie do końca spełniło Twoje oczekiwania bez jadu? Można. Co do treści można mieć wiele obiekcji, ale żeby miękka okładka...!? Aż takie cięcia po kosztach, czy jaki czort?! Takie okładki zawsze będą mi się kojarzyły ze starymi harlequinami ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem już po lekturze. Książkę czyta się niesamowicie szybko - wciąga to fakt, niestety momentami trochę też nuży. I podobnie, jak Tobie, co jakiś czas nasuwała mi się myśl, że to nic nowego, że to wszystko już było. Przeczytać warto, ale z pisaniem wielkich pochwał jednak się wstrzymam. I jakiś taki niedosyt Geralta mam. Najchętniej teraz bym po opowiadania sięgnęła, a potem po sagę. :) Popieram w 100% to, co napisałaś w podsumowaniu. Sposobu wydania lepiej nie skomentuję... Supernowa się nie popisała, książki wydaje nadal tak, jak w latach 90. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo :) Ja się cały czas zastanawiam czy nie zabrać się za sagę. Ale taki stos książek leży i czeka, że trochę mi szkoda czasu :) Coś w tym jest, że "Sezon burz" zaostrzył apetyty.

      Usuń
    2. U mnie też stos właśnie, zresztą widziałaś. Może jak go trochę ogarnę, to wrócę do świata Wiedźmina. :)

      Usuń

Nie wahaj się, napisz co myślisz! Nawet nie wiesz jaką frajdę sprawi nam Twój komentarz :-).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...